Akcja
Wisła

wstęp
1
2
3
4
5
6
zakończenie
...

3. II wojna światowa – walki polsko-ukraińskie

3.1. Początkowy okres wojenny (1939-1942)

Wybuch wojny został przyjęty przez nacjonalistów ukraińskich jako realna szansa na wyzwolenie się spod panowania polskiego, nie dziwi zatem fakt, że Niemców brali za sprzymierzeńców. Niestety, lojalność wobec władz niemieckich nie przyniosła Ukraińcom oczekiwanych korzyści. Przez cały okres wojny Niemcy traktowali ich instrumentalnie, w zależności od własnych potrzeb i planów, raz ich wspomagali, raz prześladowali. Dlatego obraz stosunków polsko-ukraińskich ulegał w czasie wojny dużym przemianom. Uzależniony był przede wszystkim od niemieckich poczynań wobec okupowanych terytoriów. Istotnym faktem jest to, że większość Ukraińców zdawała sobie sprawę z tego, iż wybuch wojny jest przejściem spod jednej okupacji pod drugą. Od Niemców oczekiwano jednak czegoś więcej, ponieważ w zamian za lojalność spodziewano się korzyści, na które nie liczono pod rządami polskimi. Współpracując z Niemcami, Ukraińcy robili to nie dla przyjemności wojny z Polakami, a przede wszystkim w szeroko rozumianym interesie narodowym.

W początkowym okresie wojny nacjonaliści ukraińscy byli przez Niemców traktowani jako bardzo cenny materiał dywersyjny, który można odpowiednio wykorzystać przeciwko Polakom. Wspierając Ukraińców, Niemcy liczyli na skuteczne osłabienie pozycji Polaków na okupowanych terenach. Ukraińcom pozwolono zająć wiele stanowisk administracyjnych, wcześniej dla nich niedostępnych. Stawali się sołtysami, wójtami, przejmowali gospodarstwa po wysiedlonych Polakach, pożydowskie zabudowania, warsztaty, sklepy i obiekty przemysłowe1. Hitlerowcy wspierali też rozwój ukraińskiej policji. Prócz założenia kilkudziesięciu posterunków w dystryktach lubelskim i krakowskim, organizowali wiele kursów dla policjantów, m. in. w Zakopanem, Chełmie, Krakowie i Lublinie2. Zadaniem ukraińskiej policji było kontrolowanie ruchu ludności, walka z partyzantami, wyznaczanie Polaków na roboty do Niemiec lub do innych prac na rzecz okupanta.

Oczywiste jest zatem, że działalność Ukraińców w początkowym okresie wojny była przyjmowana przez Polaków z dużą niechęcią. Ukraińcy postrzegani byli jako zdrajcy kraju, który postępował z nimi tak wspaniałomyślnie. Dodatkowym czynnikiem pogarszającym polsko-ukraińskie stosunki był stosunkowo duży rozwój bandytyzmu na terenach Generalnej Guberni. Spowodowało to, że „oddzielenie napadów czysto kryminalnych od akcji polskiego czy ukraińskiego podziemia stało się bardzo trudne, jeśli w ogóle możliwe”3. Do roku 1942 odnotowano szereg pojedynczych mordów na obywatelach Polskich, które mogły, choć nie musiały, być wynikiem działania ukraińskich nacjonalistów. Również po stronie ukraińskiej pojawiły się pierwsze przypadki mordów. Niektórzy zamordowani pełnili ważne funkcje społeczne (policjanci, nauczyciele), toteż można sądzić, że ich śmierć była wynikiem działań polskiego podziemia. Niestety – ofiarami często byli przypadkowi, niewinni ludzie, np. ukraińscy rolnicy w powiecie lubelskim – do dziś nie wiadomo, kto i za co zabił tych ludzi.4

Jeśli chodzi o strukturę organizacyjną Ukraińców w początkowym okresie wojennym, to trzeba podkreślić, że Niemcy nie pozwolili na zalegalizowanie żadnej ukraińskiej partii politycznej. I choć wielokrotnie dochodziło do dialogu między przywódcami OUN a przedstawicielami rządu niemieckiego, to jedyną organizacją legalnie działającą był powołany w 1940 roku Ukraiński Centralny Komitet (UCK). Oficjalnie miał to być organ chroniący ludność ukraińską na zasadzie opieki społecznej. Na jego czele stanął powiązany z OUN były profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Włodzimierz Kubijowicz. Działalność UCK przekraczała jednak znacznie podstawowe swoje założenia. Już w 1941 roku Kubijowicz złożył na ręce gen. Hansa Franka oświadczenie, w którym domagał się wydzielenia w Generalnej Guberni terenu, który Ukraińcy traktowaliby jako własny etnograficznie. Terytorium to miałoby być wpierw oczyszczone z ludności pochodzenia polskiego5.

Kłopotem dla działalności UCK był rozłam, jaki dokonał się w tym czasie w OUN. Rozpoczął się on w 1938 r., kiedy to NKWD dokonało udanego zamachu na przywódcę OUN Jewhena Konowalca (A. B. Szcześniak i W. Z. Szota nie piszą o zamachu NKWD, a jedynie o „zagadkowej śmierci na ulicach Rotterdamu w dniu 23 maja 1938 r...”6). Po śmierci Konowalca w OUN rozpoczęła się walka o przywództwo. Pozostający na emigracji członkowie OUN próbowali na to stanowisko przeforsować kandydaturę Andrzeja Melnyka, zaś „młodzi” nacjonaliści działający w Polsce widzieli na tym miejscu Stefana Banderę. Nie pomogło wspólne spotkanie obu kandydatów w lutym 1940 roku. Melnyk odrzucił wówczas większość żądań Bandery, dając tym samym początek frakcji rewolucyjnej w OUN. Od nazwisk przywódców zwolennicy Melnyka nazywani byli melnykowcami, drudzy zaś – banderowcami. Melnykowcy mieli oczywiście największe wpływy na emigracji, ale też zdobyli przychylność UCK (stojący na jego czele Kubijowicz był zwolennikiem Melnyka). Banderowcy natomiast mieli największe wpływy na Kresach Wschodnich. Różnice ideologiczne między obiema frakcjami były raczej niewielkie.

Pod koniec czerwca 1941 roku wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Ukraińcom wydawało się, że dzięki tej wojnie ziszczą się ich marzenia o niepodległej Ukrainie. Jednak wypadki potoczyły się zupełnie inaczej.

Początkowo wydawało się, że współpraca Niemców i Ukraińców układa się jak najbardziej pomyślnie. Generał Frank publicznie dziękował Ukraińcom za lojalność i oddanie7. Ci z kolei masowo zaciągali się do tworzonych przez Niemców paramilitarnych organizacji, które miały być „piątą kolumną” w czasie inwazji na Związek Radziecki. 30 czerwca
1941 r. do Lwowa wkroczył ukraiński batalion „Nachtigall”, dowodzony przez Romana Szuchewicza, współpracownika Bandery. Po zajęciu Lwowa banderowcy ogłosili publicznie (przez lwowską rozgłośnię radiową) niepodległość Ukrainy. W deklaracji tej wyrażona była też chęć współpracy z Rzeszą Niemiecką, dzięki której Ukraina osiągnęła wolność. Na czele nowego rządu miał stanąć bliski współpracownik Bandery, Jarosław Stećko (który jednocześnie był jednym z przywódców batalionu „Nachtigall”). Banderowcy byli na tyle pewni sukcesu, że o uznanie niepodległej Ukrainy poprosili oficjalnie rządy kilku państw, w tym Włoch, Rumunii, Węgier, Słowacji i Japonii, a nawet Watykanu8. Prawdopodobnie liczyli na to, że stawiając Niemców przed faktem dokonanym, zapewnią sobie ich poparcie. Chcieli też prawdopodobnie wyprzedzić zamiary swoich przeciwników z OUN Melnyka. Cokolwiek jednak było ich zamiarem, faktem jest, że Niemcy wrazili wobec nich całkowitą dezaprobatę. Zażądali odwołania deklaracji niepodległości, po czym aresztowali przywódców rewolucjonistów. Stefana Banderę i Jarosława Stećko osadzono w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen9. Rządy Stećki trwały 12 dni. Część aresztowanych banderowców zostało zgładzonych w niemieckich więzieniach.10

Tymczasem zwolennicy Melnyka ostro skrytykowali banderowską proklamację niepodległości. Uważali, że Bandera popełnił duży błąd, nie konsultując wcześniej swoich zamiarów z Niemcami. Bali się utraty zaufania Niemców i przywilejów, jakimi się cieszyli.

W początkowym okresie wojny z Sowietami Niemcy odnosili sukcesy. Sądzili, że całkowite zwycięstwo jest kwestią kilku tygodni. Nie zapomnieli jednak o sytuacji na tyłach frontu. Ukraińcy nie byli już im potrzebni, toteż zlikwidowano batalion „Nachtigal”, rozbrojono większą część ukraińskich oddziałów, resztę wcielono do utworzonej i pozostającej pod całkowitą kontrolą niemiecką policji pomocniczej.

Zdziesiątkowani i rozczarowani banderowcy, po kilku miesiącach milczenia zwołali II konferencję OUN. Głównym postanowieniem spotkania, do którego doszło w kwietniu 1942 roku, była decyzja o walce na własną rękę, zarówno z wrogiem sowieckim, jak i niemieckim. Banderowcy nie rzucali słów na wiatr i już w październiku doszło do pierwszego przypadku akcji odwetowej – we Lwowie zostało zamordowanych dwóch hitlerowskich komisarzy. Niemcy w odwecie rozstrzelali stu Ukraińców. Podobne przypadki pojedynczych mordów na urzędnikach niemieckich miały miejsce w następnych miesiącach. Za każdym razem akcje te kończyły się rozstrzeliwaniem setek Ukraińców. 11

Z biegiem czasu okazało się, że zwycięstwo Niemców nad Sowietami nie jest aż tak oczywiste, jak to się z początku wydawało. Dlatego też wśród niemieckich przywódców zaczęły pojawiać się głosy, że nadal powinno się utrzymywać dobre kontakty z ukraińskim podziemiem. Jednak opinii tej nie podzielały władze najwyższe III Rzeszy. Z kolei społeczeństwo ukraińskie, widząc, że sytuacja na froncie zmienia się na niekorzyść Niemców, coraz częściej zwracało się ku zwolennikom Bandery. Ten wykorzystywał sytuację jak tylko mógł – OUN rosła w siłę, powstawały coraz to nowe organizacje wojskowe, rozrastała się siatka organizacyjna. Również w tym czasie powstały, głównie na Wołyniu, pierwsze zgrupowania partyzantki sowieckiej. Banderowcy uznali, że jednym z najważniejszych zadań jest zatem nie dopuścić do wstępowania ludności ukraińskiej do sowieckich jednostek. Ten i inne cele zostały określone na kolejnym kongresie OUN, który odbył się w sierpniu 1943 r. Kongres ten bardzo dokładnie określił założenia polityczne, społeczne i militarne „Samostijnej Ukrainy”. Wśród nich było zapewnienie równości praw dla mniejszości narodowych, gwarancja wolności słowa, podział majątku obszarniczego i kościelnego na rzecz rolników i wiele innych punktów, szczegółowo opisujących warunki życia w przyszłym państwie ukraińskim12.

3.2. Okres 1943 – 1945. Wołyń

W połowie 1942 roku OUN miała już pewną władzę nad większością ukraińskich organizacji militarnych, działających głównie na Wołyniu i Polesiu. W październiku jeden z leśnych oddziałów przyjął nazwę Ukraińskiej Powstańczej Armii; od tego momentu wszystkie militarne oddziały OUN określane były mianem UPA. W marcu 1943 roku banderowcy wydali zarządzenie, aby wszyscy Ukraińcy służący w niemieckiej policji przeszli na ich stronę. Ci, którzy odmówią wykonania rozkazu, mieli być wyłapani i rozstrzelani jako dezerterzy. Akcja ta znacznie wzmocniła strukturę militarną UPA. W jej szeregi wstąpiło z początku około 5 tysięcy uzbrojonych ochotników. Jednocześnie OUN podjęła decyzję o angażowaniu się przede wszystkim w walkę partyzancką, słusznie sądząc, że w otwartej walce z Niemcami nie mają większych szans. Celem ataków UPA stały się hitlerowskie jednostki administracyjne, posterunki policji, transporty żywności.

OUN oczywiście nie zapomniała, że jednym z podstawowych celów jej działalności jest walka przeciwko Polakom. Nie jest do końca jasne, czy Ukraińcy mieli zamiar porozumieć się z Polakami bez przelewu krwi. Faktem jest, że odnotowano kilka przypadków wzajemnych rozmów – głównie pomiędzy banderowcami a ZWZ AK13. Ukraińcy chcieli uzyskać gwarancję, że strona Polska po zakończeniu wojny nie będzie rościć sobie praw do spornych terenów Ukrainy Zachodniej. Z kolei przebywający na emigracji rząd polski o żadnej takiej ugodzie słyszeć nie chciał. Dlatego też rozmowy nie przyniosły efektów.

Prawdopodobnie na III konferencji OUN padł po raz pierwszy oficjalny rozkaz do walki z Polakami. Ukraińscy przywódcy tłumaczyli potem, że nie mieli innego wyjścia – twierdzili, że namawiali Polaków do wspólnej walki przeciwko Niemcom, a kiedy Polacy odmówili, nie pozostało nic innego, jak usunąć ich przemocą ze spornych terenów14. Główny Prowid OUN-B wydał rozkaz o usuwaniu Polaków z Ukrainy Zachodniej. Ci, którzy będą stawiać opór, mieli być na miejscu rozstrzeliwani (miało to dotyczyć mężczyzn, w praktyce jednak Ukraińcy nie oszczędzali całych rodzin). Rozpoczęła się masowa eksterminacja, która objęła swoim zasięgiem Wołyń, a następnie Galicję Wschodnią.

Ofiarami ukraińskiej akcji na Wołyniu byli głównie Polacy, ale nie oszczędzano też Żydów oraz tych Ukraińców, którzy nie sympatyzowali z nacjonalistycznym podziemiem. Do pierwszych masowych mordów na ludności polskiej doszło w lutym 1943 roku w powiatach sarneńskim, kostopolskim, równeńskim, zdołbunowskim i krzemienieckim15. Zginęło wówczas ponad 7 tys. osób. Do największego ataku doszło na początku lipca, kiedy to Ukraińcy zaatakowali naraz ponad 100 miejscowości zamieszkałych przez Polaków. Akcja rozszerzyła się na kilka województw. Szacuje się, że w ciągu dwóch miesięcy zginęło prawie 20 tys. osób16.

Ukraińcy z początku atakowali niewielkie grupy Polaków, które przemieszczały się w poszukiwaniu schronienia. Potem napady rozszerzyły się na wioski i miejscowości zamieszkałe przez ludność polską. W końcowej fazie atakowano przede wszystkim powstałe skupiska samoobrony polskiej, jak było w przypadku słynnego obózu w Przebrażu, dowodzonego przez Henryka Cybulskiego. Ośrodki takie miały utrudnioną sytuację, ponieważ ich istnienie uzależnione było od posiadania wystarczającej ilości broni i żywności.

Ludność polska znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Ci, którzy schronili się w ośrodkach samoobrony często ginęli z głodu i wyczerpania, ponieważ ukraińskie oddziały stosowały taktykę oblężniczą, czekając, aż obrońcom skończy się żywność. Duża część ogarniętej paniką ludności uciekła za Bug, na tereny które wydawały się względnie bezpieczne. Tu czekało ich jednak nowe zagrożenie – bezdomnych i pozostających bez środków do życia Polaków, Niemcy masowo wywozili na roboty do Rzeszy. Często jedynym wyjściem z tej sytuacji było schronienie się w szeregach partyzantki sowieckiej. Niektórzy szukali też schronienia u Niemców – w szeregi tzw. Policji Pomocniczej wstąpiło wówczas około 2 tysięcy osób. Stworzenie tej polskiej jednostki było odpowiedzią Niemców na masową dezercję policjantów ukraińskich do UPA.

Działalność Polaków w strukturach partyzantki sowieckiej oraz w niemieckich oddziałach Policji Pomocniczej polegała głównie na szukaniu możliwości zemsty za ukraińskie masowe mordy dokonane w lipcu i sierpniu na Wołyniu. Różnica była taka, że do Sowietów przyłączały się głównie jednostki prokomunistyczne, uznające wytyczne układu Sikorski-Majski. W sierpniu 1943 r. działały w sumie 4 oddziały komunistycznej partyzantki polskiej – im. Kościuszki, im. Traugutta, im. Wasilewskiej oraz „Śmierć Faszyzmowi”. Odziały te toczyły walkę zarówno z Niemcami jak i Ukraińcami, organizując napady na transporty, zasadzki na pociągi, udzielając schronienia prześladowanej ludności polskiej i likwidując ukraińskie magazyny z bronią i żywnością. Z kolei polskie oddziały niemieckiej policji koncentrowały swoje działania wyłącznie na walce z UPA. Wspólnie z Niemcami Polacy zdobyli kilka ukraińskich wsi, które zaopatrywały UPA w żywność. Często ataki Policji Pomocniczej dezorientowały mieszkańców – nie wiedzieli oni, czy do wsi wkraczają wrogowie czy sprzymierzeńcy. Fakt istnienia polskiej policji był też potępiany przez polskie podziemie.

Masowe mordy na Wołyniu i w Galicji pochłonęły ok. 100 tys. ofiar.17 Wiele osób w obawie o swoje życie musiało opuścić rodzinne strony i udać się na zachód. Do dziś nie wiadomo, dlaczego Ukraińcy zdecydowali się na tak drastyczny krok. Faktem jest, że w późniejszym okresie, „Wołyń” stał się głównych argumentem broniącym każdej operacji represyjnej przeciwko Ukraińcom.

Pod koniec sierpnia 1943 r. większa część południowo-wschodnich województw Polski znalazła się w rękach UPA. Do tego momentu udało się Ukraińcom zbudować siatkę schronów, baz zaopatrzeniowych, rozpoczęto też intensywne działania propagandowe, a wszystko to na wypadek powrotu Sowietów. Nie ustały też masowe mordy na ludności polskiej – jeszcze na początku 1944 roku odnotowano szereg ataków, w których ginęli Polacy. Stan taki utrzymywał się aż do chwili wkroczenia na ten teren Armii Czerwonej.

4. Problem ukraiński w powojennej Polsce


W połowie 1944 r. rozpoczęła się wielka ofensywa Armii Czerwonej. W ciągu miesiąca wojska radzieckie, przy wsparciu m. in. odziałów AK, zajęły tereny Ukrainy Zachodniej, po czym przesunęły się dalej na zachód, zdobywając po drodze Lwów, Przemyśl, Chełm i w końcu Lublin. W tym samym czasie część wojsk sowieckich przeniosła się na Słowację, aby wspomóc tamtejsze powstanie. Na zdobytych terenach Sowieci rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję likwidacji administracji podległej rządowi polskiemu w Londynie. W końcu 1944 r. Stalin powołał do życia PKWN, zalążek całkowicie mu podporządkowanego przyszłego rządu polskiego. Komitet rozpoczął działalność od wprowadzenia nowej administracji i ustalenia przebiegu granicy polsko-radzieckiej, wzdłuż tzw. linii Curzona.

Po przejściu frontu i przemieszczeniu się wojsk sowieckich dalej na zachód, zarówno UPA jak i oddziały polskiego podziemia starały odnaleźć się w nowej sytuacji. W połowie 1945 r. można było wyróżnić dwie grupy działające po stronie polskiej – oddziały poakowskie (głównie WiN – Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”) oraz podziemie powiązane ze Stronnictwem Narodowym – Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW) i kilka innych18. Tam, gdzie słabły wpływy jednej organizacji, wzrastała aktywność drugiej. Różnica pomiędzy nimi polegała przede wszystkim na stosunku do sprawy ukraińskiej. AK-WiN dążyła do rozwiązania problemu w sposób pokojowy. Dość szybko, bo w maju 1945 r. doszło do pierwszego spotkania przywódców AK i OUN. Z kolei NZW i NSZ uważały, że nadal jednynym sposobem rozwiązania problemu jest walka zbrojna z UPA. W czerwcu 1945 r. doszło do brutalnego mordu, dokonanego przerz oddział NZS na ludności ukraińskiej. W Wierzchowicach zostało zamordowanych 194 mieszkańców wsi, w tym również kobiety i dzieci. Po pacyfikacji wsi oddział NSZ wpadł w pułapkę zastawioną przez NKWD. Większość partyzantów zginęła, w tym prawie wszyscy przywódcy. Odtąd NSZ przestał być liczącym się konkurentem AK-WiN19.

Jeśli chodzi o podziemie ukraińskie, to z początku zmniejszyła się liczba jego sympatkyków. Ukraińcy, którzy pozostali w granicach nowej Polski byli w większości nastawieni prokomunistycznie. Jednak represyjna działalność Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej powodowała, że „polscy” Ukraińcy nie mogli czuć się bezpiecznie, nawet jeśli deklarowali chęć podporządkowania się nowej władzy. Z kolei OUN-UPA musiała zmienić taktykę działania. Wrogiem nie była już dla nich Polska, ale Polska komunistyczna. Zdecydowali się zatem, w miarę możliwości współpracować z antykomunistycznym polskim podziemiem. Równocześnie, z uwagi na powstanie granicy pomiędzy Polską a ZSRR, OUN musiała przeorganizować swoją strukturę. Nowy prowid, utworzony po zachodniej stronie granicy, składał się z trzech okręgów. Pierwszy obejmował swoim zasięgiem Bieszczady i Pogórze, czyli powiaty leski, sanocki, przemyski, krośnieński, jasielski i gorlicki. Drugi – powiaty jarosławowski, lubaczowski i tomaszowski, trzeci natomiast powiad chełmski, hrubieszowski i białopodlaski20. W połowie 1945 r. OUN utworzyła osobny okręg wojskowy, przeznaczony do walk na terenie Polski. Został ochrzczony mianem „San”, a na jego czele stanął kapitan Mirosław Onyszkiewicz.

Ustalenie nowego przebiegu granicy postawiło rząd Polski wobec problemu mniejszości ukraińskiej pozostałej w granicach kraju. Zdawano sobie sprawę, jak wielkie ryzyko jest związane z faktem, że w Polsce pozostało ponad 600 tysięcy Ukraińców, których przekonania polityczne są nie do końca jasne. W rezultacie PKWN, działając pod przewodnictwem Moskwy, zdecydował się na przeprowadzenie akcji wysiedleńczej. Akcja miała być dobrowolna i obustronna – z terenów ZSRR mieli powrócić Polacy, natomiast Ukraińcy, Białorusini i Litwini dostali możliwość przeprowadzenia się na wschód od linii Curzona. W rzeczywistości jednak rząd Polski na różne sposoby nakłaniał bądź zmuszał Ukraińców do podpisania deklaracji wyjazdu (np. wprowadzał ustawy, które jawnie dyskryminowały mniejszości narodowe). Jednak akcja wysiedleńcza nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Do marca 1945 r. wyjechało nieco ponad 80 tysięcy ludzi, potem akcja zupełnie się załamała21. Stąd wzięła się decyzja rządu, aby wspomóc akcję wysiedleńczą środkami wojskowymi. W rezultacie do końca roku 1946 Polskę opuściło prawie pół miliona osób, głównie pochodzenia ukraińskiego22. Inaczej było po wschodniej stronie granicy – wprowadzone porządki stalinowskie, zakładanie kołchozów i nabór do Armii Czerwonej spowodowały, że kto tylko mógł, uciekał do Polski. Najgorzej mieli młodzi Ukraińcy, których, jako politycznie niepewnych, wcielano do pierwszoliniowych jednostek Armii Radzieckiej, skąd zdecydowana większość już nie wracała. Polacy natomiast korzystali z możliwości przesiedlenia do kraju. Józef Wójcik, jeden z Polaków, który wraz z rodziną musiał opuścić dom w Stebniku i wyjechać „do Polski”, tak wspomina tamte wydarzenia: „Moim rodzicom żal było pozostawiać rodzinny dom i gospodarstwo. Żyli ciągle nadzieją, że obecny stan jest przejściowy. Z tej przyczyny na wyjazd zdecydowaliśmy się dopiero w 1946 roku. Zezwolenia na repatriację udzielały władze w Drohobyczu. Tam trzeba było składać podania i tam ojciec jeździł załatwiać dokumenty repatriacyjne. Fakt ten trzeba było ukrywać, aby na rodzinę nie sprowadzić niepotrzebnych kłopotów. Po załatwieniu zezwolenia czekaliśmy długo na przydział transportu do Polski. Ostatecznie przyszło pismo z Drohobycza, że wyjechać mamy pociągiem, który podstawiony zostanie na stację kolejową w Ustrzykach Dolnych. Było to w czerwcu 1946 r. Sołtys podstawił nam podwodę, załadowaliśmy nasz dobytek i drogą przez Bandrów, Jałowe i Jasień wyruszyliśmy do Ustrzyk. Pozostawiliśmy rodzinną wieś, gospodarstwo i groby dziadków na stebnickim cmentarzu. Pociąg ewakuacyjny liczył 35 wagonów. Był już częściowo zapełniony repatriantami z Drohobycza, Sambora i Chyrowa. W Ustrzykach dołączyły kolejne rodziny z Hoszowa i Jasienia. W tym samym czasie napływali tutaj Ukraińcy z górskich wsi nad Sanem, ktorych wysiedlano z terytorium Polski do ZSRR i kierowano ich na wschód. Cały teren wokół stacji przepełniony był ludźmi, ich odbytkiem i zwierzątami domowymi.

W tych warunkach już po załadowaniu do wagonów przetrzymano nas tydzień. Żyliśmy w niepewności co do dalszych losów. Co noc NKWD po kilka razy nakazywało opuszczać wagony i dokonywało rewizji. Był to pretekst do dokonywania rabunków, bo po każdej takiej rewizji znikały wysiedleńcom cenniejsze rzeczy. (…) Ostatecznie po wręczeniu łapówki dowódcy pociągu wagony wolno ruszyły na zachód. Pociąg był dokładnie obstawiony przez enkawudzistów, zaś na dachach ustawiono karabiny maszynowe. Panowała atmosfera terroru i strachu. (…).

W końcu pociąg wjechał na terytorium Polski i zatrzymał się na stacji w Olszanicy. Zobaczyliśmy polskich żołnierzy. Zrozpaczeni ludzie sądzili, że to prawdziwe nasze wojsko. Nie zdawali sobie sprawy, że dowódcy to sowieccy oficerowie w polskich mundurach. Sfrustrowani ludzie z krzykiem rzucili się ze skargami na postępowanie Rosjan, a szczególnie na rabunki, których padli ofiarą. Szeregowi żołnierze, Polacy, po cichu ostrzegali wysiedleńców przed takim nierozsądnym postępowaniem. Podobno jednak skargi odniosły jakiś skutek i niewielką część rzeczy poszkodowani odzyskali po długich staraniach.

Po opuszczeniu przez kilka rodzin pociągu w Olszanicy i Sanoku transport ruszył na Ziemie Zachodnie. Pociąg jechał powoli i kilka razy zatrzymywał się na dłużej. Komisja repatriacyjna proponowała wówczas przesiedleńcom poniemieckie gospodarstwa. Jednak poczucie niepewności, jak i nadzieja, że niedługo otworzy się możliwość powrotu do rodzinnych stron, powodowały, że nikt nie przyjmował proponowanych ofert. Tym sposobem pociąg zajechał aż w okolice Szczecina. Tam nakazano nam opuścić wagony i przydzielono komisyjnie poniemieckie gospodarstwa w rejonie Pyrzyc.”23

Akcja wysiedleńcza była ze zrozumiałych powodów niekorzystna dla UPA, która od samego początku robiła co mogła, aby zapobiec wywózce. Jednym z częstszych sposobów było palenie ksiąg parafialnych, które były zwykle podstawą do ustalenia narodowości mieszkańców. Organizowano też napady na posterunki wojskowe, likwidowano bądź grożono śmiercią wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób współpracowali z władzą polską lub sowiecką. Pomiędzy lipcem 1945 a marcem 1946 roku UPA dokonała około 50 dużych akcji dywersyjnych, wśród których miał miejsce słynny napad na posterunek milicji w Cisnej (zginęło wtedy sześciu milicjantów, a budynek został całkowiecie zburzony)24.

Zasięg działania UPA był stosunkowo duży – obejmował tereny Bieszczadów, Pogórza Przemyskiego, Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny. Główną metodą działania była walka partyznacka, czyli różnego rodzaju działalność dywersynja i sabotażowa. Polacy mieli do dyspozycji przede wszystkim posterunki milicji oraz służby Urzędu Bezpieczeństwa i Wojsk Wewnętrznych. Ich działalność opierała się na stosowaniu represji, aresztowaniach i próbach likwidacji oddziałów UPA. Wymierne sukcesy w walkach z ukraińskim podziemiem miały też działające na tych terenach oddziały NKWD. W niektórych rejonach, jak na przykład na Lubelszczyźnie to właśnie oni, a nie Polacy stanowili główne zagrożenie dla UPA25. (Co ciekawe, pojawiały się wówczas plotki, jakoby niektóre oddziały NKWD współpracowały z UPA. G. Motyka w swojej książce opisuje przykład schwytanego upowca, który w czasie przesłuchania wyznał, że jego oddział otrzymywał broń z jednostki NKWD w Drohobyczu. Zaraz po tym zeznaniu więzień został zastrzelony przez sowieckiego oficera, rzekomo w celu zatarcia śladów26.)

Między wrześniem 1945 a czerwcem 1946 roku UPA nasiliła swoją działalność. Wynikało to przede wszystkim z prób obrony ludności ukraińskiej przed przymusowymi wysiedleniami. UPA zdawała sobie sprawę z tego, że im więcej Ukraińców opuści Polskę, tym mniejszym zapleczem zaopatrzeniowym będą dysponowali. Wspólny interes, jakim był sprzeciw wobec władzy komunistycznej, połączył w pewnym stopniu działania UPA i AK-WiN. Działania te miały miejsce jedynie na najniższych szczeblach, ponieważ dowództwo WiN nie popierało tego typu układów. W odróżnieniu od poprzednich miesięcy i lat UPA zdecydowała się na podjęcie działań wyłącznie przeciwko celom wojskowym, a nie przeciwko wszystkim Polakom, w tym cywilom. W rozkazie, który wydał 13 września 1945 roku prowindyk II Okręgu OUN Dymitr Dzioba znalazły się m. in. następujące punkty: „Wyzwolić wszystkich ludzi, jakich siłą wygnano na stację przesiedleńczą”, „Polskie wsie palić nie wolno, chyba w ostatecznym wypadku”, „Milicji nie zaczepiać, chyba że oni nas zaczepią”27. Zmieniło się także podejście upowców to kwestii pojmanych jeńców. Dla celów propagandowych postanowiono, że schwytani, po rozbrojeniu mają być wypuszczani, a nie rozstrzeliwani, jak kiedyś. Według kierownictwa OUN żołnierz, który wie, że w razie niewoli czeka go śmierć, walczy zacieklej i w rezultacie jest bardziej niebezpieczny.

Podjęte przez UPA działania wojskowe były zaskakująco skuteczne. Na terenie Bieszczadów, Pogórza, Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny, a także po raz pierwszy na taką skalę w Beskidzie Niskim przyniosły polskiemu aparatowi bezpieczeństwa wiele kłopotów. Palono mosty, wysadzano tory kolejowe, burzono sieć telekomunikacyjną. Codziennością stały się zasadzki na oddziały Wojska Polskiejgo, na posterunki MO i WOP, odwarzono się nawet atakować całe pułki piechoty. Nie bez przyczyny G. Motyka, biorąc pod uwagę dynamikę i skalę działań UPA, mówi o „ukraińskim powstaniu”28. Dowództwo polskie zdawało sobie sprawę z zagrożenia, co widać w raportach wydawanych przez poszczególne okręgi wojskowe29. W czerwcu 1946 roku postanowiono zintensyfikować działania WP przeciwko podziemiu ukraińskiemu, kładąc szczególny nacisk na okręg rzeszowski, gdzie działały trzy duże kurenie: „Zalizniaka”, „Bajdy” i „Rena”. Przeciwko nim wojsko wystawiło 8 i 9 Dywizję Piechoty, które wchodziły w skład Grupy Operacyjnej „Rzeszów”. Oddziały te zastosowały nową metodę walki, dostosowaną do działań partyzanckich: przeszukiwano lasy głównie nocą, obserwowano teren z pokładów samolotów, a nawet przebierano się za upowców30. Działania te okazały się jednak nieskuteczne, dlatego też w październiku 1946 GO „Rzeszów” została rozwiązana, a jej miejsce zajęła 9 Dywizja Piechoty.

Tymczasem w szeregach UPA dostrzec można było pierwsze oznaki nadchodzącego kryzysu. Po pierwsze nie udało im się zapobiec akcji przesiedleńczej, co spowodowało utratę znacznej części zaplecza zaopatrzeniowego. Ponadto niektóre sotnie wykazywały zniechęcenie do daleszego działania, z czego zdawało sobie sprawę dowództwo UPA – w liście do „Hromenki” (przywódcy jednej z sotni) Mirosław Onyszkiwicz pisał: „Dlaczego nie przejawiacie aktywności? Jeśli tak, to po co właściwie istnieje oddział? Chyba my zorganizowaliśmy się i istniejemy po to, aby walczyć a nie siedzieć na zapiecku. Dlaczego nie wykonaliście tej pracy, jaką wam poleciłem?”31. Zniechęcenie widoczne było także wśród miejscowej ludności ukraińskiej, której udało się uniknąć wywózki. W ich oczach oddziały UPA nie zrealizowały żadnej ze swoich obietnic, powoli przestawano więc wierzyć, że działania podziemia mogą przynieść zwycięstwo. Kolejnym kłopotem UPA była zbliżająca się zima – należało zorganizować zapasy jedzenia i pomyśleć o bezpiecznym schronieniu. Wojsko Polskie starało się wykorzystać swoją przewagę, niestety rząd zamiast koncentrować się na działaniach militarnych wolał zająć się propagandą przed zbliżającymi się wyborami do sejmu. Efektem było powołanie Grup Ochronno-Propagandowych, natomiast w grudniu 1946 roku wstrzymano prawie wszystkie akcje wojskowe przeciwko UPA32. Sytuacja zmieniła się dopiero po wyborach.

Zima 1946-1947 mocno nadszarpnęła siły i morale upowców. Mimo, że Wojsko Polskie zaniechało ataków, to większym problemem okazał się głód i choroby. W pażdzierniku 1946 roku 34 pułk piechoty pod wodzą podpułkownika Gerharda wykrył, a następnie zlikwidował olbrzymią bazę UPA zlokalizowaną na stokach Chryszczatej w Bieszczadach. Wśród zniszczonych obiektów był m. in. szpital, młyn, garbarnia, cerkiew i kilkadziesiąt domków przygotowanych do przezimowania. Był to niezykle celny cios, mimo że podczas ataku nie udało się złapać przywódcy tamtejszej sotni „Chrina”. Kierownictwo UPA, wiedząc, że najważniejszym zadaniem jest przetrwanie zimy i przygotowanie się do wiosny, podjęło decyzję o zmianie taktyki z ofensywnej na obronną – przejście do tzw. głębokiego podziemia. Było to zgodne z poleceniami wydanymi Krajowemu Prowydowi OUN w Polsce przez przebywającego na Zachodzie Stefana Banderę. Pisał on, że należy zredukować oddziały, natomiast położyć nacisk na działalność konspiracyjną i propagandową, która położy podwaliny pod przyszłe powstanie narodowe, zakończone ustanowieniem „Samostijnej Ukrainy”33.

Początek roku 1947 przyniósł kilka kolejnych sukcesów stronie polskiej. W styczniu zlikwidowany został szpital polowy kurenia „Rena” (na miejscu polegli obrońcy i przebywający w szpitalu chorzy). W lutym, dzięki zeznaniom schwytanego oficera żywnościowego UPA, udało się zlokalizować i zniszczyć obóz sotni „Bira”, w skład którego wchodziły
m. in. bunkry z zapasami żywności34. Wzrost aktywności UPA nastąpił dopiero w marcu, kiedy to na terenie Bieszczadów rozpoczęły na nowo działalność sotnie pod wodzą „Chrina”. Mimo zadanych zimą ciosów ukraińskie podziemie zaczęło się odradzać.

1 Grzegorz Motyka, op. cit., s. 83

2 Grzegorz Motyka, op. cit., s. 85

3 tamże., s. 91

4 tamże, s. 93

5 tamże, s. 86

6 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 59

7 „Nowy Kurier Warszawski”, nr 122 (22 kwietnia 1941r, )

8 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 105

9 G. Motyka, op. cit. s. 101

10 tamże, s. 105

11 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., ss. 118-119

12 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 133

13 G. Motyka, op. cit., s. 110

14 Wypowiedź jednego z przywódców M. Łebed’a (G. Motyka, op. cit. s. 110)

15 G. Motyka, op. cit. s. 112 i A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 165

16 G. Motyka, op. cit., s. 112

17 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 170

18 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 207

19 G. Motyka, op. cit., s. 227-229

20 tamże, s. 230-231

21 tamże, s. 221

22 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota wymieniają liczbę 488 618 osób – jest to liczba przybliżona.

23 Józef Wójcik, Wojna zniszczyła wszystko, w: Bieszczad. Rocznik towarzystwa opieki nad zabytkami, oddział bieszczadzki, nr. 6, Ustrzyki Dolne, 1999

24 G. Motyka, op. cit., s. 250, A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 530

25 G. Motyka, op. cit., s. 266

26 tamże, s. 278

27 tamże, s. 292-293, tekst na podstawie CAW, Sztab Generalny WP, IV-501. 1/A, t. 611, k. 431.

28 tamże, s. 296

29 Raport dowództwa OW Kraków z listopada 1945 roku: „[Działalność UPA] wzmogła się w ostatnich czasach. Od pojedynczego terroru bandy przechodzą do zorganizowanych działań… Napadają na pojedyncze grupy żołnierzy, sztaby pułków, podpalają masowo wioski po wysiedlonych Ukraińcach, przerywają linie łączności, wysadzają mosty, stawiają na drogach barykady, robią zasadzki, wysadzają pomniki zbudowane na cześć Armii Radzieckiej i zabijają członków komisji przesiedleńczych”. (CAW, III-101, t. 14, s. 7, Wywiadowczy przegląd sztabu V Wojskowego Okręgu z dnia 25.XI.1945 r.)

30 G. Motyka, op. cit., s. 362-363

31 Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 2721, t. XIV, s. 28 – cytat za: A. B. Szcześniak i W. Z. Szota, op. cit., s. 293

32 G. Motyka, op. cit., s. 365

33 Wytyczne przekazane w maju 1946 roku przez Stefana Banderę, dostarczone do Polski przez łącznika, znane są tylko z zeznań świadków.

34 G. Motyka, op. cit., s. 381